20Maj

Warsztat z Christiano Pisano

Maj 20, 2018 aktualności, Blog 0

Warsztat z Christiano Pisano

To spotkanie było niezwykłe. Do Wrocławia przyjechał Christiano Pisano – jogin, który szczyci się najwyższym stopniem nauczycielskim nadanym przez B.K.S. Iyengara. Jednak ci, którzy spodziewali się intensywnej praktyki pełnej zaawansowanych pozycji, rozczarowali się, a tych, którzy myśleli, że ujrzą pewną siebie gwiazdę, ujęła skromność i pokora.

Christiano już na początku zaznaczył, że nie przyjechał nas oceniać ani pouczać, lecz podzielić się wiedzą i doświadczeniem. Podkreślił, że jest naszym przyjacielem i wszyscy powinniśmy się tak traktować: jak grupę przyjaciół, która chce się czegoś dowiedzieć. Chociaż spędził  lat u boku Gurujiego zastrzegł, że nie uczy jogi Iyengara, lecz tego, co sam z niej zrozumiał i przyswoił. A to jest wąski wycinek bogactwa, jakim jest joga.

Chociaż warsztat był przeznaczony dla zaawansowanych praktykujących, to zaczęliśmy od podstaw. Punktem wyjścia było poznanie samego siebie. Jak można ćwiczyć jeśli nie odpowiemy sobie na pytanie, po co w ogóle praktykujemy. Według Christiana praktykujemy, aby celebrować życie. I ta myśl towarzyszyła nam przez cały warsztat.

Każdego dnia zachęcał do ciągłego eksplorowania. Jego rozumienie praktyki jest zbliżonego do rozumienia Gurujiego: mata jest naszym laboratorium, gdzie uczymy się odczytywać siebie. Obserwujemy, gdzie jest opór, zacisk i wprowadzamy tam oddech. Poszukujemy, co nam służy, co jest dobre. Jest to przeciwieństwo standaryzacji, która zakłada, że istnieje jeden wzorzec. Tymczasem każdy jest inny. To, co jest dobre dla mnie, niekoniecznie będzie dobre dla kogoś innego. Mamy pewną ramę, ale musimy sami wypełnić ją treścią. Również ta sama pozycja może nam służyć jednego dnia, a innego jest niewskazana. Dlatego nie możemy praktykować na auto-pilocie. Kiedy czujesz, że pozycja już cię nie odżywia, wyjdź z niej. Wszystko się zmienia, również ciało i umysł. Nieustanny ruch jest jedyną stałą.

Każdy z nas jest w procesie, czyli w innym miejscu. Dlatego nie możemy się porównywać. Współzawodnictwo w jodze jest nieporozumieniem. Żeby zrozumieć proces, trzeba się na niego otworzyć. Umieć wyjść poza schemat, tradycję, w której wyrośliśmy, idee, w które w nas wpojono. I to jest wyzwanie. A nie to, czy założę nogę za głowę. Tacy, jacy jesteśmy, jesteśmy wystarczająco dobrzy.

Mamy jakieś wyobrażenie o pozycji, ale nasze ciało i umysł mogą powiedzieć „nie”. I powinniśmy umieć to zaakceptować, a nie walczyć. Praktyka asan przypomina płynięcie z prądem rzeki. Nawet źródło Gangesu jest niewielkie, ale potem rzeka wybucha szerokim i bystrym nurtem. W rzece są jednak kamienie. To są nasze napięcia, opory, zaciski w ciele. Jednak mimo tych kamieni rzeka płynie dalej. Dlatego nie trzeba się bać, że czegoś nie wiemy lub nie umiemy. W jodze nie ma czegoś takiego jak błąd. Jest ciągłe poszukanie, eksploracja, badanie. Zamiast przywiązywać się do rzeczy, pozwól, aby się działy. Nie stawiaj oporu oporowi.

Ten warsztat był celebracją życia, jogi, nieograniczonej przestrzeni wewnątrz i na zewnątrz. Podążania za oddechem i jego ekspansji. To było również spotkanie ze skromnym joginem, który każdym gestem i słowem dawał świadectwo Jogi. Czuję wdzięczność, że to przeżycie było moim udziałem.